WYZWANIE: Mój pierwszy raz





 Nie czytałam od zawsze. Nie należę do tej grupy książkoholików którym czytali rodzice.

Jednak, gdy tylko nauczyłam się składać literki mama kupiła mi elementarz, którego kartki namiętnie wertowałam. Później przyszedł czas na krótkie baśnie, które na początku nie spełniały swojego docelowego zastosowania. Przydały mi się natomiast do budowania torów przeszkód dla samochodzików z kinder niespodzianki. Dopiero po jakimś czasie odkryłam jakie magiczne treści zawierają. Okazało się, że przydają się nie tylko jako kolejne utrudnienie na trasie dla pojazdów, ale także jako wrota przez które można przenieść się do całkiem innego świata.





Kiedy dostałam Wiersze Jana Brzechwy całymi dnami siedziałam i uczyłam się niektórych teksów na pamięć. Dzięki temu mogłam wyrecytować zawartość połowy tej książki jednym tchem.


Gdy znudziły mi się pozycje, które miałam w domu, za każdym razem, kiedy byliśmy w sklepie męczyłam rodziców o kolejne lektury. Tym sposobem byłam najszczęśliwszą posiadaczką Przygód Kubusia Puchatka (których niestety nigdzie w domu nie mogę znaleźć)


  Przygoda z nałogowym czytaniem zaczęła się, gdy chodziłam do podstawówki. Moim ulubionym miejscem wtedy była mała szkolna biblioteka. To tam odkryłam serię o Panu Samochodziku oraz Pamiętnik Księżniczki. Jednak po jakiś czasie skromna ilość tytułów zaczęła dawać się we znaki i musiałam znaleźć inne miejsce. Wybawieniem okazała się miejska biblioteka, którą od razu pokochałam. W porównaniu z tym do czego byłam przyzwyczajona, dzięki takiej ilości książek czułam się jak w raju. Godzinami chodziłam między półkami nie wiedząc, którą lekturę wybrać.  Pracująca tam pani zdążyła już poznać mój gust czytelniczy i zawsze polecała mi pozycje, które mogłyby mi się spodobać. Od tamtego momentu jestem tam przynajmniej raz w tygodniu.



Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z czytaniem.

Historia opowiedziana w ramach wyzwania "Mój pierwszy raz",  Gratuluję pomysłu autorce, ponieważ jest na prawdę świetny. 








Popularne posty